Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Zapominalscy

Przymykam oczy i pod powiekami wyświetlam sobie mój idealny dzień. Jaki byłby scenariusz takiego perfekcyjnego dnia? O dziewiątej rano budzi mnie szmerek nowoorleańskiego jazzu z radiowego budzika. Nastawiam włoski ekspres do kawy, biorę długi prysznic, zasiadam w dresie do pysznego biszkoptowego omleta o średnicy dużego UFO, który przyrządził mi mój wypachniony, świeżo ogolony narzeczony.

Co najmniej pół godziny sterczę przed szafą, wybierając idealny strój na tę porę roku. Żółty płaszczyk w stylu lat 60. czy może kusa kurteczka motocyklisty? Z pawlacza wyciągam dziesięć pudełek nienoszonych butów. (Na co dzień w pośpiechu zakładam te same od lat adidasy.) Wychodzę do parku albo, jeśli pada, do czytelni i zapadam się w powieść Balzaka, w myśli o niczym, słodką nudę, potem wyciągam pióro i piszę długi list do przyjaciółki. O piętnastej tenis z kolegą, po grze sączymy świeży sok pomarańczowy z lodem, przez pół godzinki niewinnie flirtujemy, pomimo że kolega pantoflarz na co dzień boi się żony. Na targu kupuję świeże warzywa i pachnące przyprawy, robię ostre jak brzytwa curry. Zjemy je z przyjaciółmi.

Ojej… zapomniałam, że mam dwuletnie dziecko!!! Jak to się stało, że w tym scenariuszu zupełnie nie występuje moje największe szczęście w życiu, mój synuś jedyny, którego w łonie nosiłam, w chuście huśtałam i własną piersią karmiłam? Zdarza mi się zapomnieć, że mam dziecko. Dwukrotnie zapomniałam odebrać syna z przedszkola. Ale to nic. Znajomy wyszedł z dzieckiem na sanki, a po kwadransie zorientował się, że ciągnie je puste – dziecko zostawił w domu.

Zdarza mi się marzyć, że jestem samotna, że nie odpowiadam za nikogo. Gorzej, zdarza mi się marzyć, że mam dużo wolnego czasu, mogę skupić się na swoich myślach, skupić się na nudzie, delektować samotnością. Choć Kubuś dostarcza mi w życiu ton radości, nie udało mi się zaakceptować tego, że jest aż tak wymagający. Dziecko jest zaskakująco wymagające. Dziecko wymaga, abyśmy budzili się wcześniej rano, dziecko wymaga innej diety niż palące hinduskie curry. Mój syn nienawidzi siedzieć w domu, nawet w pokoju pełnym zabawek. Próbujemy go zachęcać: „Zajmij się sobą, wymyśl sam jakąś zabawę”. Hmm… jakoś to nie działa. Dwulatek nie chce zatopić się w swych myślach. Od rana pyta: „Co będziemy dziś robili?”. Mówię: „Ponudzimy się na ławce”, a w odpowiedzi słyszę naglące: „A co potem?”. Kuba wymaga harmonogramu wypełnionego atrakcjami.

Sprostanie wymaganiom dzieci doprowadza do tego, że zalatany rodzic zapomina, kto w tej rodzinie jest szefem – dwulatek czy opiekun? Radość z nudy to sprawa dla koneserów. Wielka szkoda, że noworodek nie rodzi się od razu jako koneser, dandys i flegmatyczny sybaryta.


Tekst: Agata Passent/Syndykat Autorów.


X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?