Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Zdanie, które zmienia życie – obyś nigdy nie musiała go usłyszeć

| 14.03.2016, aktualizacja: 14.11.2016 | 19

„Jedno zdanie sprawia, że problem spłaty kredytu przestaje być ważny, kłótnie z mężem schodzą na dalszy plan, a sen przestaje ci być potrzebny do życia. Nagle sprawy dotychczas ważne, stają są błahostkami...”

separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(3)
Rodzina, dłonie, rodzice, dziecko, in vitro, inseminacja
fot. Fotolia
  • Może masz kredyt we frankach i co miesiąc martwisz się, czy tym razem dasz jeszcze radę zapłacić ratę w całości? 
  • Może denerwujesz się, że twój mąż niewystarczająco pomaga ci w opiece nad dziećmi?
  • Może smucisz się na myśl, że twoje dziecko, które marzy o podróży do Disneylandu, pewnie nigdy go nie zobaczy, albo że nie jesteś w stanie kupić mu nowych Nike czy New Balance, które noszą przedszkolaki w jego grupie, bo stać cię jedynie na takie z sieci sklepów Deichmann lub CCC?
  • Marzysz o śnie, relaksie i o tym, by dzieci dały ci choć na chwilę święty spokój? 

Nagle przychodzi taki dzień, którego ci nie życzę, gdy wszystkie twoje codzienne problemy te, które wypełniały cały twój umysł, stają się błahostką.

Ten dzień

Stajesz na szpitalnym korytarzu i patrzysz po kolejnych salach.
W pierwszej z lewej leży 9-letnia dziewczynka, która nie jest w stanie poruszać się samodzielnie. Ma też padaczkę i wymaga stałej pomocy mamy. W sali obok 5-letnie bliźniaczki, które nie mówią, nie załatwiają się samodzielnie, czasami chodzą, czasami budzą się zupełnie zapominając o umiejętnościach, których uczyły się przez kilka lat swojego życia. W sali z prawej nastoletni chłopiec zachowujący się jak kilkulatek. Wśród nich ja i moje dziecko.

- Zrobimy badania w kierunku guza mózgu i padaczki - spadło na mnie, jak grom z jasnego nieba.

Jedno zdanie potrafi rozsypać pieczołowicie układane przez lata puzzle twojego życia. Jedno zdanie sprawia, że problem spłaty kredytu przestaje być ważny, kłótnie z mężem schodzą na dalszy plan, a sen przestaje ci być potrzebny do życia. Nagle sprawy dotychczas ważne, stają są błahostkami w obliczu potwora, z którym przychodzi ci walczyć. Bo gdy potwór atakuje twoje dziecko, musisz walczyć. 

Sala jest niewielka. Pod ścianą stoi stolik i łóżko, na którym leży moje dziecko z tysiącem kabli podłączonych do głowy. Na szczęście śpi. Badanie trwa kilkanaście, kilkadziesiąt minut (w sali nie ma zegara). Czas dłuży cię niemiłosiernie. Próbuję odliczać sekundy. 
Jest ciemno. W sali jestem tylko ja i moje dziecko, nie ma lekarzy. Rejestrują wyniki badania w pokoju obok. Oni właśnie odkrywają czy mózg mojego dziecka funkcjonuje poprawnie. Nie jestem w stanie o tym myśleć, bo łzy cisną mi się do oczu. Patrzę więc w okno. Widać w oddali oświetlone miasto i startujące samoloty. Mijają kolejne minuty. Badanie zakończone. Dziś nie poznamy wyniku. Wracam roztrzęsiona do sali i opowiadam o tym mojej współlokatorce.

- Wiesz, ja też zawsze patrzę na te samoloty. Wyobrażam sobie, że ludzie w nich siedzący lecą na wakacje. Ja nigdy nie pojadę na wakacje - odpowiada mama chorych dziewczynek.

Nie wiedziała, że jej dzieci urodzą się chore, nie spodziewała się ataku potwora. Miała problemy takie, jak my. Do chwili, gdy usłyszała słowa: „stwardnienie guzowate, padaczka”.

Nie piszę tej historii, by cię straszyć. Moim celem nie jest też pokazanie ci, że inni mają gorzej. Piszę ją, by przypomnieć samej sobie, co w życiu jest najważniejsze, by nie przestawać doceniać każdego dnia, który dostajemy w prezencie od Boga czy losu. Choroba dziecka zmienia całą rodzinę, wywraca system wartości do góry nogami, uczy pokory i wdzięczności. Zamiast martwić się o pieniądze, czy swój związek, doceń, że masz zdrowe dziecko i ciesz się każdą chwilą z nim spędzoną.

Zobacz też: Gdzie są lekarze, ja pytam?! Rodzicu, witamy w bestialskim Polish reality
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (19)
avatar

Rk
Rk | 2016-09-08 10:29 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Kocham swoje dzieci najbardziej na świecie i nie zamieniłem ich na żaden majatek

Odpowiedz

justa
justa | 2016-03-22 19:02 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Prawda
Zdrowie naszych dzieci jest najważniejsze.

Odpowiedz

paula88
paula88 | 2016-03-21 21:04 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Czasami przy gorszym nastroju w rozmowie z swoją "przyjaciółką" (kilkanaście lat myślałam że nią jest) użalałam się nad swoim losem dziecko z zespołem, cukrzyca - słyszałam weź się za siebie ile można słuchać jak ty masz źle... Miała mi za złe że nie podzielam jej "smutku" samotna matka z wyboru. Matka którą było stać wychować swe dziecko finansowo samej - zawsze powtarzałam ciesz się że Ją masz. Masz córeczkę zdrową nie ważne że sama ją wychowujesz..... ciesz się ze jest zdrowa.....

Odpowiedz

Ilonka21
Ilonka21 | 2016-03-21 13:12 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Czwsto o tym zapominam....Trzeba dziekowac za zdrowe dzieci i sie cieszyc....

Odpowiedz

krófka
krófka | 2016-03-21 10:32 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

nigdy nie zapomnę gdy u mojej córci zauważyłam guzki na szyjce. Tamten tydzień był chyba najgorszym w moim życiu. Piszę "tydzień" bo w ciągu tego czasu biegaliśmy odsyłani po lekarzach i gdy od jednego słyszeliśmy "to może być błaha przyczyna" od kolejnego słyszeliśmy "no biopsja", internet wcale nie pomagał bo wszędzie pisało RAK. Spałam z nią bo tak się bałam że stracę choćby minutę czasu z nią...
córcia ma się dobrze, nie ma raka (o dzięki Bogu) guzki okazały się tylko zapaleniem węzłów chłonnych co dla mnie było wtedy najlepsza wiadomością pod słońcem. po spędzonych 3 dniach w szpitalu wypuścili nas do domu. ale nigdy w życiu tak się nie bałam... od tamtego czasu minął rok, badania kontrolne dobre. Współczuję choroby dziecka, nigdy nie chcę nawet wiedzieć co czują ci rodzice skoro ja tak bałam się jeszcze zanim postawiono diagnozę...
gdyby to ode mnie zależało dzieci by nie chorowały...

Odpowiedz

 Natalia
Natalia | 2016-03-18 07:22 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Czytam i jakbyś pisała o mnie... Mój synek ma 8miesiecy i stwardnienie guzowate :( Trzymajcie się dzielnie!

Odpowiedz

nika2218
nika2218 | 2016-03-17 17:48 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

dokładnie... synek - 6 miesiecy, trądzik, myślimy- alergia, na mleko, owoce itd. z czasem dochodzą do tego inny głos, wlosy łonowe. pare dni przed jego pierwszymi urodzinami trafiamy na oddział endo w celu wykonania badań. dzień przed jego urodzinami lekarz woła mnie do gabinetu " Pani synek ma guza w nadnerczu, ale to nie musi byc nic groznego" nie musi, jednak w oczach lekarza widziałam ze sam sobie nie wierzy. kierunek Warszawa na operacje, miesiąc w izolatce, zabieg. i mysli " niee to nie moze byc nic groznego, przeciez jemu nic innego nie dolega, silny chlopczyk". tydzien po, wyniki histopato... przychodzi ordynator... "niestety był to rak, złośliwy, bedziemy ustalac jakie leczenie podjac...chemia, czy leki.."... roczny chlopczyk...nie zapomne tego do konca zycia! Ale jakos sie poukladalo.. nie dostal chemii, ani lekow. jedynie czeste kontrole. po 2 latach okazuje sie ze bylo to spowodowane mutacja genetyczna odpowiedzialna za czeste wystepownie roznych nowotworow zlosliwych... do tego mąż także to ma, wiec i on w kazdej chwili moze zachorowac - 65%. wracamy ze szpitala z ta wiadomoscia... tdzien pozneij okazuje sie ze jestem w ciazy.. teraz czekamy na badanie ktore wykluczy badz potwierdzi obecnosc tej mutacji u corki.. i tak jak wyzej, nic nie jest wazniejsze od dzieci.. kazdy chce zazwyczaj stworzyc takie dziecinstwo jakie sam nie mial.. kochajcie, wspierajcie, badzcie..a napewno bedzie najlepsze ...

Odpowiedz

Kasia
Kasia | 2016-03-17 09:11 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Ja kiedyś jako nastolatka byłam takim dzieckiem, które miało mieć guza mózgu... leczyłam się długi czas zanim trafiłam na dwutygodniową obserwację do Akademii Medycznej. Na szczęście okazało się, że mam migreny okoporaźne, które dawały objawy podobne do guza, ale na szczęście same w sobie nie były groźne, jedynie sprawiały dyskomfort.
Nie myślałam wtedy co czują moi rodzice.... to ja chciałam jak najszybciej wrócić do domu. Obok mnie umierałam 5-letnia dziewczynka z nowotworem mózgu - pewnej nocy wywieźli ją w czarnym worku...:-( Czułam, że robię się bardziej chora, gdy tam jestem....
Dzisiaj sama jestem mamą i patrzę na wszystko z innej perspektywy. Gorączka córeczki powoduje strach....Zaczynam rozumieć drugą stronę medalu. Autorce tekstu życzę zdrówka dla Niej i całej jej rodziny.

Odpowiedz

Mika
Mika | 2016-03-16 19:25 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Marze o tym żeby moj mąż pomagał mi przy dzieciach ,marze żebym zabrała moje córki (nie do dysneylandu)ale wystarczy ze nad morze.i nie marze żeby moje córki miały buty nie z Ccc,marze żeby moja córka była zdrowa..ale to tylko marzenie ..i czy mnie bedzie stać na wczasy nad morzem czy na dysneyland to nieważne ..ważne ze moje dziecko potrzebuje mnie tylko mnie....

Odpowiedz

-anon-
-anon- | 2016-03-16 16:00 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Faktycznie w obliczu takiego problemu, wszystkie inne problemy w obliczu choroby dziecka tracą swoje znaczenie, swoją moc.......Powodzenia, wytrwałości i duuuużo zdrowia

Odpowiedz
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?