Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Stop śmieciowemu jedzeniu w sklepikach szkolnych

| 31.08.2015, aktualizacja: 02.09.2015 | 3

Od września szkolne sklepiki zmienią się nie do poznania. W ramach walki o zdrowie dzieci, Minister Zdrowia sporządził listę szczegółowych kryteriów, które musi spełniać żywność sprzedawana w szkołach. Jakie produkty znajdziemy na półkach?

separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(1)
fot. Fotolia.pl
Z początkiem nowego roku szkolnego w 2015 r weszła w życie nowelizacja ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia, zgodnie z którą firmy prowadzące sklepiki szkolne nie będą mogły sprzedać w nich tzw. śmieciowego jedzenia. Nowelizacja wprowadza też wymagania dotyczące jedzenia podawanego dzieciom np. w stołówkach. Celem zmian jest wzmocnienie ochrony zdrowia dzieci w wieku szkolnym przez ograniczenie dostępu do środków spożywczych zawierających znaczne ilości składników niezalecanych dla ich rozwoju. Chodzi o produkty o takiej zawartości nasyconych kwasów tłuszczowych, soli i cukru, które spożywane w nadmiarze mogą być przyczyną przewlekłych chorób.  Dotyczy to np. chipsów, niektórych ciastek i napojów, w tym energetyzujących, jedzenia typu fast food i instant.
Produkty spożywcze, jakie można sprzedawać w sklepikach szkolnych oraz podawać w stołówkach szkolnych, określa rozporządzenie ministra zdrowia. Tworząc listę tych produktów, uwzględniono ich wartość odżywczą i zdrowotną oraz normy żywieniowe. Ma stanowić to nie tylko ochronę dzieci przed chorobą, ale tez w walce z nią. Bowiem co piąte dziecko w Polsce w wieku szkolnym ma nadwagę.

Polecamy: Otyłość jest dziedziczna. jak uchronić przed nią dziecko


Koniec  z chipsami  i gazowanymi napojami, więc co będzie?

A więc koniec z niezdrowymi przekąskami – chipsy, cukierki, gazowane napoje nie mają już prawa trafić do szkolnych sklepików. Według rozporządzenia Ministra Zdrowia dzieci w szkole będą mogły kupić kanapki, surówki, warzywa i owoce. Wszystkie produkty muszą spełniać wyśrubowane kryteria: dopuszczone są tylko kanapki z pieczywa razowego lub pełnoziarnistego. Nie mogą one zawierać soli, sera topionego, sosów, oprócz keczupu przygotowanego ze 120 g pomidorów na 100 g produktu, wędliny zawierającej więcej niż 10 g tłuszczu na 100 g produktu.
Przekąski, które oprócz surowych warzyw i owoców mogą pojawić się na półkach to produkty zbożowe lub przetworzone warzywa i owoce. Nie mogą one zawierać jednak dodatku cukru ani środków słodzących, muszą też mieć określoną zawartość soli (do 0,12 g na 100 g produktu) lub być zupełnie ich pozbawione.


Jak to będzie wyglądało w praktyce?

– Wymogi nałożone przez ministerstwo są bardzo restrykcyjne, nie spełnia ich nawet większość żywności ekologicznej. Na polskim rynku jest zaledwie kilkanaście produktów, które nadają się do sklepików, np. batoniki produkowane całkowicie z suszonych owoców czy owocowe rollsy – wyjaśnia Beata Straszewska ze Stewiarnia.pl, która zaopatruje sklepiki szkolne w zdrowe przekąski.
Na półki sklepikowe mogą też trafić produkty mleczne, takie jak jogurty, kefiry, maślanki, mleko smakowe, serki homogenizowane, ale muszą zawierać poniżej 10 g cukru i 10 g tłuszczu na 100 g produktu i nie mogą być słodzone sztucznymi słodzikami. Dzieci będę je popijać wodą, mlekiem, koktajlem lub sokiem owocowym i warzywnym. Oczywiście bez dodatku cukru i substancji słodzących. Sklepikarze mogą też przygotować na miejscu herbatę, kawę zbożową i napary owocowe, słodzone jedynie miodem pszczelim.
- Od kilku lat obserwuję branżę zdrowych słodyczy, pojawiają się w niej coraz to lepsze produkty – pod względem jakości składników i smaku. Jednak nawet jeśli pojawią się one w sklepikach, trzeba pamiętać o podstawie, bez której cały eksperyment się nie uda – o edukacji żywieniowej. Zarówno na lekcjach, jak i w domu powinno się tłumaczyć dzieciom, po co to całe zamieszanie – tłumaczy Beata Straszewska. – Przyczyną otyłości nie jest tylko nadmiar cukru w diecie ale również… niewiedza a w skrajnych przypadkach niedbalstwo dietetyczne rodziców. Szkoła nie zmieni nawyków żywieniowych dzieci, jeśli naukę zdrowego odżywiania będą sabotować rodzice – dodaje Straszewska.
Nowe przepisy będą obowiązywać we wszystkich typach szkół od szkół podstawowych do ponadgimnazjalnych ( z wyjątkiem szkół dla dorosłych), a także w przedszkolach i w tzw. innych formach wychowania przedszkolnego np. punktach przedszkolnych i klubach przedszkolaka. Żywności niedopuszczonej do sprzedaży w placówkach oświatowych nie będzie też można reklamować w tych placówkach i w ich pobliżu.


Co grozi za pączki w sklepiku szkolnym?

W przypadku złamania przepisów przewidziano sankcje. Jeżeli kontrola w szkole lub przedszkolu przeprowadzona przez inspekcję sanitarną wykaże, że zostało złamane prawo, na ajenta prowadzącego sklepik lub stołówkę będzie mogła być nałożona kara pieniężna w wysokości od 1 do 5 tys. złotych. Dyrektor placówki będzie mógł rozwiązać z takim ajentem umowę w trybie natychmiastowym, bez zachowania terminu wypowiedzenia.

A jak jest w szkołach waszych dzieci?

Sprawdźcie zatem drodzy rodzice, co stoi na półkach w sklepikach szkolnych w szkołach waszych dzieci. Czy zastosowały się do nowych kryteriów? Podoba wam się ten pomysł, czy nie przeszkadza wam fakt, że dziecko mogło kupić tam chipsy i batony?
Piszcie w komentarzach....

Polecamy: Kto śmieciowemu jedzeniu w sklepikach szkolnych mówi: stanowcze nie! Dostaje kasę!
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (3)
avatar

mama
mama | 2015-09-07 12:39 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

W szkole mojego syna zlikwidowano sklepik szkolny po wejściu tych regulacji. Widocznie najemca uznał, że bez batoników , chipsów i pączków nie opłaca się handlować :( Smutne i przerażające... i pewnie tak będzie w wielu szkołach.

Odpowiedz

s
s | 2015-09-03 20:50 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Bardzo bym chciała zobaczyć to w praktyce. U mnie w mieście już w drugiej szkole przez rok po prostu nie będzie sklepiku, bo nikt nie chce się podjąć tej odpowiedzialności. W efekcie dzieci i młodzież na przerwach wychodzą za teren szkoły coś sobie kupić...

Odpowiedz

Ewa
Ewa | 2015-09-03 08:19 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Lepiej późno niż wcale :) Osobiście cieszą mnie takie zmiany :)
Zastanawia mnie tylko jedno: co na to wszystko domorośli "specjaliści" od spraw żywienia niemowląt i małych dzieci? Ktoś kogo kiedyś nazywali wariatem teraz ma aprobatę ministerstwa zdrowia? ;) 3 lata temu byłam wyśmiewana, czasem wręcz atakowana za karmienie niemowlęcia i małego dziecka właśnie wg tych "wyśrubowanych" kryteriów ;) Dla mnie te nowe ministerialne zasady to nic nowego, bo ja - wraz z mnóstwem innych mam - wiemy o tym od dawna. Dbajmy o nasze dzieci - w końcu są naszym największym skarbem!

Odpowiedz
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?