Babyonline.pl
 
 
Gry
Rozwiń menu

Złe traktowanie dzieci to norma? Szokujący list nauczycielki przedszkolnej

| aktualizacja: 26.09.2017 | 12

Chcesz wiedzieć, co naprawdę dzieje się z twoim dzieckiem po zamknięciu drzwi przedszkola lub żłobka? Przeczytaj list nauczycielki przedszkolnej, która ujawnia całą prawdę o tym, co się dzieje w polskich placówkach.

separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(3)
zle-traktowanie-dzieci-w-przedszkolach
fot. Fotolia

Nauczycielka przedszkolna ujawnia prawdę o polskich przedszkolach

Na blogu podróżniczym dzieckowdrodze.com opublikowano wstrząsający list nauczycielki przedszkolnej, wobec którego trudno nam przejść obojętnie. Warto zaznaczyć, że jest to osoba, którą autorzy bloga znają od wielu lat i która od około 20 lat dorabia jako nauczycielka przedszkolna. W tym czasie zetknęła się z kilkudziesięcioma placówkami, więc problem zna od podszewki. Dzięki niej poznajemy rzeczywistość zarówno państwowych, jak i prywatnych przedszkoli. Opisuje głównie nauczycielki przedszkolne, bo to kobiety najczęściej pracują w tym zawodzie. Nie chcemy straszyć i szukać na siłę sensacji, ale to co wyłania się z tego opisu jest naprawdę szokujące…
 

Rzeczywistość polskiego przedszkola państwowego

Nauczycielka opisuje w swoim liście jak wygląda sytuacja w przedszkolach państwowych i stosunek do rodziców oraz jak traktuje się dzieci: „Generalnie w dupie ma się rodziców. Przytakiwanie i zapewnienia, służą tylko temu, żeby się rodzić odpie…ił i nie poleciał „wyżej” ze skargą. Latanie wyżej skutkuje odebraniem dyrektorce przyznawanej corocznie „nagrody dyrektora” (parę „tysi”) i dodatków motywacyjnych nauczycielom (200-600 zł)."

Najważniejszy jest porządek w papierach, a nie indywidualne podejście do dzieci. Po zmianie nauczycielek w ciągu dnia tak naprawdę nikogo nie interesuje co się działo z dziećmi, chyba że doszło do jakiejś afery, wypadku, bójki. Po podwieczorku nauczycielki czekają już tylko, żeby pójść do domu i - jak czytamy w liście - robią zakłady "który cholerny tatuś znowu wpadnie pięć minut przed zamknięciem”. W opinii nauczycieli, dzieci powinny być odbierane zaraz po podwieczorku tj ok 14.30…".

Dzieci są dzielone niejako na kategorie: drące się, latające jak oszalałe i niedojdy. Występy dla rodziców robi się wyłącznie po to, by... rodzice byli zadowoleni, a nie po to, by dzieci czerpały z nich radość. A panie nauczycielki sprawiają wrażenie jakby pracowały za karę i są to: "(...) przeważnie pokrzykujące, wiecznie rozjuszone i niezadowolone osóbki, z objawami klimakterium już od 25 roku życia. Potrafią szarpać, wyzywać, drą się takim charakterystycznym „bazarowym” głosem. Tak to wygląda od środka. Na zewnątrz, do szaleńca, który przyjdzie spytać o dziecko, panie silą się na uśmiech i zasłaniając grupą, szybko kończą rozmowę."

Rzeczywistość polskiego przedszkola prywatnego

W przedszkolach prywatnych jest zupełnie inaczej, co niestety nie oznacza, że lepiej. „Panuje atmosfera „snucia” i ogólnej degrengolady. Zatrudnione nauczycielki (żeby obniżyć koszty), to dziewczyny 2-3 rok licencjatu, bez doświadczenia i wiedzy (niestety, obecny program na studiach pedagogicznych, to porażka, praktyki-żenada), owe dziewczątka, jak muchy w smole, z wiecznie przyklejonym uśmiechem do twarzy „przelewają” się, powolne ruchy, dłuuuuugie rozkładanie zabawek, dłuuuugie otwieranie książeczek, nie krzyczą, nie strofują… uśmiechają się. Akceptują każde zachowanie, ale nie mają chyba świadomości, że „podążają za dzieckiem” bo jest taka metoda wychowawcza. Po prostu są miłe i grzeczne bo muszą zarabiać na studia."

Prywatne przedszkola tym różnią się od państwowych według autorki listu, że tutaj wszyscy chętnie rozmawiają z rodzicami, z tym, że informacje o dziecku nie zawsze są prawdziwe. Zazwyczaj nie ma z nim żadnych problemów, dziecko mało płakało, było na spacerku itp. Niestety program, który realizują prywatne placówki to najczęściej fikcja. W prywatnym przedszkolu są nowe zabawki i zazwyczaj dobre jedzenie, w państwowym - wszystko raczej rodem z PRL-u.

"Charakterystyczny jest język, jakim się młode panie posługują… niestety, w sporej większości NIE jest to poprawna polszczyzna. Wziełeś, poszłeś, kerownica, ksionszka, bendom, zrobio itp. Jest tez „powiem rodzicĄ” Panuje zasada: rodzic płaci, wszystko ma być super."

Wszystko ma być bezproblemowe, więc jakie jest podejście do dzieci z problemami? "Dziecko stanowi tu tylko obiekt do pielęgnacji, żeby miało czystą buźkę, suche majty, żeby zjadło… natomiast dzieci „problemowe” są odbierane ciepło, ale bez zrozumienia („wie pani, ten nowy, to taki dziwny, on taki wzrok ma nieobecny i z dziećmi nie chce się bawić”) i zazwyczaj dzieciak, zamiast integracji, idzie z „ciocią” do drugiej salki i tam bezpiecznie zanurza się w swoim świecie, a rodzic otrzymuje informację, że „wszystko było OK”. Nie ma problemu i nie ma psychologa. A w państwowym jest, na jakiejś ułamkowej etatu, ale jest…"

Autorka listu dodaje, że o swoich doświadczeniach mogłaby napisać książkę oraz że czasami "woźne mają więcej oleju w głowie i umiejętności wychowawczych, niż nauczycielki. A spróbowałbyś nazwać te panie przedszkolankami… Uuuuuu… żywy byś nie wyszedł z “placówki”."

Jaka jest naprawdę opieka w przedszkolach i żłobkach?

Chcąc oddać dziecko do żłobka lub przedszkola czy klubiku malucha, najpierw zbieramy opinie, wypytujemy znajomych, sprawdzamy opłaty. Jeśli mamy możliwość porównujemy oferty kilku placówek. Często przychodzimy na adaptacje przedszkolną z dzieckiem, bawimy się, zapoznajemy się z planem dnia i patrzymy czy dziecko dobrze czuje się z opiekunami i nauczycielkami.

Po sprawdzeniu wszystkich detali dotyczących warunków, wykształcenia kadry, programu zajęć, jadłospisu, często po przebywaniu z dzieckiem po parę godzin w przedszkolu - podejmujemy decyzję. Chcemy wierzyć, że zapewnimy im najlepszą i najbardziej profesjonalną opiekę. Czy to wszystko na nic?

Z relacji innych mam czy zaprzyjaźnionych nauczycielek, doniesień medialnych wiemy, że nie zawsze bywa różowo. Rzeczywistość jest daleka od ideału, ale czy naprawdę jest aż tak źle? Czy tak wygląda codzienność w klubikach, żłobkach i przedszkolach w Polsce? Jakie są wasze doświadczenia? Czy jesteśmy w stanie sprawdzić, co się dzieje z naszymi dziećmi, kiedy zamykamy za sobą drzwi? A może jest trochę tak, że widzimy te wszystkie problemy, ale zamykając za sobą drzwi, zamykamy też oczy dla świętego spokoju...

Źródło: dzieckowdrodze.com

Przeczytaj też:
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (12)
avatar

olka
olka | 2017-02-15 10:45 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

no wlasnie jest napisane ze tylko porzadek w papierach a rodzic i dziecko sie nie liczy, czy ja wiem czy katering gorszy przeciez tam tez gotuja codziennie kucharki w kateringu, tak samo jak jakieś kucharki w przedszkolu. chyba rodzic ma prawo a dziecko w swoim czasie nauczyc sie wołać siusiu czy robić na nocnik, a tylko wlasnie przedszkolanki naciskaja zeby to jak najszybciej bylo bo maja wtedy mniej roboty, a to NIC wspolnego nie ma kompletnie z dobrem dziecka, także sama Paula potwierdzilas jaki masz stosunek do rodzicow bo zapewne pracujesz w przedzkolu, i ta "jedna" jest okropna to wlasnie duzo wiecej sie zdarza. i nie ma znaczenia czy w panstwowych czy w prywatnych bo w prywatnych nie jest lepiej, chodzi o to ze nikt nie podchodzi indywidualnie

Odpowiedz

Paula
Paula | 2017-02-13 15:51 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Widzę że autorka listu nic nie wie o państwych placówkach. Ciągle są kontrole, obowiązują przepisy i nie ma żadnych uchyleń bo się po prostu nie da. W państwowych przedszkolach dzieci mają najlepiej, realizowana jest podstawą programowa i tym podobne, jest kuchnia która gotuje codziennie świeże jedzenie a nie jak w prywatnych katering okropny. Owszem zdarza się że czasami nauczycielki są okropne ale z reguły jest jedna jakaś która raczej dodatków nie dostaje. A największym problemem dzisiejszych przedszkoli są roszczeniowi rodzice, którzy czepiają się, że dziecko ma krzywo szalik założony a sami nie nauczą nawet wołać siku. I pretensje ze dziecko nie chce obiadu a faszerują fast foodami. Ten artykuł to tania i bezsensowna sensacja- porażka

Odpowiedz

wkurzona
wkurzona | 2017-02-12 10:35 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

naprawdę na dwór to rzadko kiedy wyłażą vbo im się nie chce, a że zimno, a że siąpi, a że to, a że tamto, zimą to już w ogóle, czy te baby nie wiedzą, że dzieci powinny wychodzić dobrze ubrane niezależnie od pogody!!!!?????

Odpowiedz Pokaż odpowiedzi

Gość
Gość | wkurzona | 2017-02-13 15:55 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

To proszę sama chodzić na spacerki z dzieckiem a nie wymagać. Lepiej żeby dzieci siedziały w sali i się dobrze bawiły, a nie bo mamusi nie chce się dzieckiem zająć siedzi do 18 w przedszkolu a później pretensje. Roszczeniowość rodziców jest straszna

Odpowiedz

nowa
nowa | wkurzona | 2017-02-18 15:13 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Tu przesadziłaś, w naszym przedszkolu to rodzice latają na skargę do dyrekcji jakim prawem panie wietrzą sale - przecież dziecko zachoruje i nawet nie chcą słyszeć o wychodzeniu na zewnątrz. A dyrekcja twierdzi - rodzic nasz klient więc ma rację.

Odpowiedz

nieznajoma
nieznajoma | 2017-02-11 23:38 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Witam skoro tak sie dzeje powinny byc na kazdym kroku kamery i nie bylo by tak jak tu opisujecie.

Odpowiedz

Kasia
Kasia | 2017-02-11 22:51 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Najlepsze takie placówki, gdzie są kamery. I o każdej porze rodzic może wejść na serwer i zobaczyć swoje dziecko. Żadna "czarownica" nie odważy się wtedy na uchybienia.

Odpowiedz

Ghh
Ghh | 2017-02-11 22:43 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Rozmowa dwoch przedszkolanek w autobusie
- jestem juz cholernie zmeczona tymi dzieciakami
- nie wiesz co zrobic? Wietrzonko
Po 2 dniach wychowawczyni na L4, cala grupa chora.

Odpowiedz Pokaż odpowiedzi

Aska
Aska | Ghh | 2017-02-12 10:34 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Przerażające!!!!! Skandal!!!!!

Odpowiedz

 Ick
Ick | 2017-02-11 21:00 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Przedszkolanki to w 80% czarownice, które nie mają pojęcia o dzieciach. Siedzą, piją kawkę, drą ryje na dzieci. Nie chce im się ruszać dup na spacery. Nie są kreatywne. Albo stare wredne baby albo zoltodzioby, którym wszystko się należy, a od siebie NIC. Proszę mi wierzyć - wiem, co mówię.

Odpowiedz

stokrotka
stokrotka | 2017-02-11 20:39 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

A gdzie można przeczytać ten list?

Odpowiedz Pokaż odpowiedzi

Ania
Ania | stokrotka | 2017-02-11 21:08 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

na dzieckowdrodze.com

Odpowiedz
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?