Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Zostań autorką miesięcznika


mama, noworodek
fot. Panthermedia
Jeśli chcesz, aby Twoje rady znalazły się w tym miejscu, pisz do nas na forum: www.mamacafe.pl. Więcej informacji o naszym miesięczniku znajdziesz na stronie: www.babyonline.pl.


Mam dwie córeczki: pięcioletnią (karmiona piersią przez dwa lata) i 16-miesięczną (karmiona rok). Przy pierwszym dziecku byłam zdecydowana karmić. Wklęsłe brodawki utrudniały zadanie, ale zaciskałam zęby i udało się. Przy drugim dziecku było trochę łatwiej. Miałam takie nastawienie, że nie będzie żadnych problemów, ale momenty ssania sprawiały mi okropny ból. Nie karmi się rutynowo, bo młoda mama czuje niepewność, strach, euforię (gdy dziecko się uśmiecha), ból... U nas pojawiły się kolki, eksperymentowałam z dietą, słyszałam „dobre rady”, kiedy najlepiej skończyć, że moje mleko jest za chude. Gdy dziecko staje się starsze, bardziej zaczyna interesować się światem zewnętrznym, a mama zastanawia się, czy nie je za mało, albo na odwrót – czy nie nazbyt dużo? Później następuje odstawianie i też można eksperymentować bez końca – od wyjazdu po smarowanie piersi różnymi specyfikami (u nas udało się po stopniowej redukcji ilości karmień i zastępowaniu tego wieczornego czytaniem). Bywa też, że mama musi poza domem szukać miejsca, by nakarmić głodne niemowlę... Czy to wydaje się komuś rutyną???
Historia zamieszczona na forum przez użytkowniczkę: argo


Z rutyną kojarzy mi się jedynie mycie butelek, bo karmienie piersią bardzo nas zbliżyło i czujemy tę więź cały czas, mimo że już nie karmię. Jestem mamą dwóch przeuroczych synków i podobnie jak wiele z Was zdecydowałam się na karmienie piersią tuż po porodzie, choć tę umiejętność zdobyłam dopiero po kilku dniach. Z początku bywało tak, że synek, ssając, ranił moje piersi. Nie poddałam się jednak. Chciałam karmić do roku, przystawiałam małego do piersi i nie myślałam o tym, że w tym czasie mogłabym np. ugotować obiad. Karmienie i patrzenie maleństwu w oczka odprężało mnie i dawało radość. Opowiadałam mu też bajeczki, a nawet czytałam książki. Gdy zbliżały się jego pierwsze urodziny, nawet nie pomyślałam o odstawieniu. Po dwóch latach urodziłam kolejne dziecko i przez parę dni miałam przy piersi dwójkę! Wtedy zdecydowałam, że odstawię starszego. Było mi naprawdę przykro, ale poradziliśmy sobie. Z młodszym synkiem przechodziłam to samo. Karmiłam z przyjemnością. Muszę Wam przyznać, że byłam wręcz dumna z siebie. Niestety z wielu innych przyczyn po pięciu miesiącach przeszliśmy na butlę. Drogie dziewczyny, do karmienia piersią potrzeba trochę cierpliwości i optymistycznych myśli, trzeba zastanowić się, w jaki sposób wykorzystać ten czas, bo karmienie piersią może być fantastyczne.
Historia zamieszczona na forum przez użytkowniczkę: Sylciar

Mam na imię Karolina. Jestem  22-letnią mamą 15-miesięcznej Antoniny. Od roku wychowuję ją samotnie. Początki były trudne, bo już wtedy nie układało mi się z mężem (teraz jesteśmy po rozwodzie). Mała od kwietnia 2010 roku nie widziała swojego ojca. Nie wie, co to słowo „tata”. Samotne wychowywanie jest trudne. Wszystkie obowiązki praktycznie wykonuję sama. Na szczęście mieszkam z rodzicami i choć oni mi pomagają, tzn. gdy ja muszę pozałatwiać swoje sprawy, zostają z Tolą w domu, bo przecież nie wszędzie mogę zabrać dziecko. Przykro mi, gdy widzę szczęśliwe rodziny, np. na zakupach, ale powtarzam sobie, że lepiej żyć samemu niż w związku, w którym każdy cierpi. Owszem, mam czasem dni załamania i ochotę, by uciec stąd jak najdalej, ale „nie pozwala” mi na to widok niewinnej śpiącej córeczki i obserwowanie, jak świetnie się rozwija. Wczoraj właśnie zaczęła chodzić – na sam widok chce mi się płakać, bo jaki to trud dla takiego małego szkraba! Nie żałuję decyzji o samotnym wychowywaniu. Może kiedyś poznam kogoś, kto pomoże mi wspólnie wychować córkę, ale jak na razie chcę się sama nacieszyć rodzicielstwem. Często słyszę, że jestem wyrodna, bo dziecko nie widuje ojca, ale co mogę zrobić, kiedy on sam unika kontaktu z córką? Nie mogę go do tego zmusić. Często sobie powtarzam, że kiedyś Tola może mi podziękuje za to, że dałam jej życie i możliwość bycia cząstką mnie. Kocham ją całym sercem i nie pozwolę, by działa jej się krzywda. I chcę powiedzieć wszystkim samotnym rodzicom, że nie ma co się załamywać, bo każdy dzień spędzony z dzieckiem daje tyle szczęścia, że nic innego nie jest w stanie tego zastąpić. Warto dążyć do swoich celów, bo dziecko nie jest żadną przeszkodą, tylko trzeba umieć rozplanować swój dzień, poświęcać jak najwięcej czasu maleństwu, ale robić to tak, żeby i nam – rodzicom – było w tym czasie dobrze. Z dzieckiem także można się świetnie bawić. A my, mamy, możemy przy tym nawet zgubić kilka kilogramów! To lepsze od siłowni. I jeszcze raz powtórzę: nie wolno się poddawać, bo dziecko to wyczuwa. Samotni rodzice to też dobrzy rodzice! Pozdrawiam wszystkich.
Historia zamieszczona na forum przez użytkowniczkę: karolaina 
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?